Bardzo, naprawdę bardzo długo uciekałam przed możliwością działania w „Akademii Milionerów”. Wprawdzie obserwuję Was od dawna, widzę co robicie i jak, ale wciąż wewnętrzny opór przed dołączeniem do tej grupy sprawiał, że mnie tutaj nie było. Ostatnie tygodnie „coś zmieniły” i dlatego tu jestem, ale… wciąż nie tak na 100% i wciąż nie z pełnym zaangażowaniem.

Powody?
No właśnie… jakie były powody tego, że NIE chciałam przystąpić do AM?

Powód pierwszy, zasadniczy, podstawowy i w zasadzie… jedyny, to nazwa tej marketingowej grupy.Poważnie.

Nie wiem jak mocno nazwa „Akademia Milionerów” działa na wyobraźnię osób dopiero zaczynających swoje działania w branży marketingu, programów rekomendacyjnych itd, ale na mnie ta nazwa działała i nadal działa odpychająco. Wybaczcie szczerość :)

Gdyby AM nazywała się np. „Akademią Marketingu”, albo „Grupą Super Chruper Power”, czy coś równie wytwornego, to pewnie przyjęłabym to łatwiej niż to, że mogłabym uczestniczyć w „Akademii Milionerów”. Brrr.

Milioner to chwytliwe słowo, ale… na Boga!

Pierwsze rzeczy, które nasuwają mi się tutaj do głowy to:
Akademia Bufonów.
Akademia, która wabi ludzi na hasełka w stylu „dołącz, będziesz bogata, srata tata” ;)
No i pytanie podstawowe: ilu milionerów wyszło już z Akademii, i ilu się dzięki niej  „wygenerowało” tzn. dzięki nauce, jaką tu mają.
Hm. Ktoś? Coś? Odpowiedź? Nikt?

Nie czepiam się – po prostu szukam odpowiedzi na pytania, które zadałby mi ktokolwiek, kogo chciałabym zachęcić do dołączenia do tej grupy.

No i rzecz kolejna: czy ja się aby identyfikuję z takim hasełkiem jak „Akademia Milionerów”?
Sami widzicie, że jest to dla mnie ciężkie do przełknięcia.
Być może dlatego, że działam w branży rekomendacyjnej lekko ponad 2 lata i takich hasełek z jawną lub ukrytą sugestią „zarobisz miliony” czytałam już setki. Większość to oczywista, marketingowa papka.

No dobrze, to co ja tutaj robię? :)
Wszak to artykuł na bloga Akademii Milionerów!

Podczas mojej obserwacji tej grupy – częściowo jawnej, częściowo „z tajniaka”, częściowo z rozmów z ludźmi, którzy tu działają – na privach, doszło do mnie kilka konkretnych wniosków, które sprawiły, że musiałam powód numer jeden, czyli nazwę tej grupy, odłożyć w kąt i dołączyć (mimo, że ta nazwa dalej mi się nie podoba) :)

Wnioski z obserwacji:

 

1.Na zamkniętej grupie dla osób działających w AM (do której udało mi się dostać), ruch jest niewielki. Mało komentarzy, mało ludzi zaangażowanych, a w grupie jest ładnych kilkaset osób! Za to wartość, jaką przekazują administratorzy – jest bardzo duża. Posty dopracowane, długie, wyczerpujące. Nagrania z najważniejszych zagadnień – świetne. Dały mi mnóstwo inspiracji do nowych artykułów na mojego bloga. Sporo notatek.

Problem: mała aktywność ludzi. Oni nie angażują się w działania, nowinki i aktualizacje. Dlaczego? Bo wydaje im się, że nie muszą? Bo im się nie chce? Bo… szukają wciąż magicznego przycisku, który sprawi, że zarobią te miliony, zamiast faktycznie zacząć wykorzystywać wiedzę, która tam jest? Podana na tacy? Za darmo.

Podobną aktywność, a raczej jej prawie brak – obserwuję na własnej grupie dla partnerów, z którymi działam. Niby czytają, ale w większości nie komentują, średnio się udzielają, nie wykorzystują.

I to jest normalne.
Wiecie dlaczego?

Bo w branży marketingu rekomendacyjnego NA DŁUŻEJ zostaja tylko jednostki. Nie setki. I te jednostki się angażują, chcą, widzą potencjał. Pozostali są, bo są, ale jakoś niespecjalnie pali im się do tego, by iść do przodu.

I to nie jest absolutnie wina administratorów, czy prowadzących grupę AM. Oni dają wartość. Tylko trzeba chcieć po nią sięgnąć. I kiedy zdałam sobie sprawę z tego, że tych naprawdę zaangażowanych w AM osób jest niewiele, to zaczęłam doceniać to, że dla tych niewielu – tyle się robi.

Może Ty tego nie widzisz, może zauważysz to kiedyś.

 

2.Poniedziałkowe burze mózgów i hangouty PIO. Mnóstwo możliwości do tego, by porozmawiać z tymi, którzy się angażują, nawiązać fajne relacje, dowiedzieć się czegoś ciekawego.

I znów: mało osób to ogląda (wiem, bo oglądam) :)

I to nie jest wina tych, którzy je prowadzą. Po prostu większość osób zupełnie nie wykorzystuje tego, co podaje się im na tacy. Za darmo. Są, bo są. Ale dla tych kilku, może kilkunastu, którzy Chcą – jest tu tyle informacji, że naprawdę wystarczy po nie sięgnąć i wykorzystać.

 

3.System Akademii Milionerów – jak dotąd skutecznie kusi mnie jego testowanie, zwłaszcza, że widziałam już kilka screenów od środka, i wygląda to imponująco.

Ale, żeby dostać możliwość skorzystania z tego systemu w etapie testów – muszę spełnić pewne warunki. Jednym z nich jest kilka artykułów na tym blogu :)

Dlaczego warunki? Dlatego, że dzięki nim twórcy widzą, kto jest się w stanie chociaż minimalistycznie zaangażować.

Po co dawać system programistyczny umożliwiający mocne zautomatyzowanie pracy wszystkim, skoro i tak nie będą z niego korzystać, tak samo jak nie korzystają z tego, co jest za free na grupie AM na Facebooku i na cotygodniowych burzach mózgów na YouTube, czy na hangoutach PIO?

No po co?

 

Dosłownie kilka dni temu oglądałam sobie reklamy w jednym z programów typu revshare i zobaczyłam w nim jedną ze stron typu landing page wygenerowanych przy użyciu systemu AM. To była fajna strona, fajny content.

Od razu skopiowałam link, a potem udałam się do mojego „sponsora” w tym programie, z pytaniem jak mogę dostać taką samą stronkę do promowania tej firmy. Usłyszałam: musisz mieć dostęp do systemu Akademii Milionerów. Ale żeby go mieć, musisz spełnić warunki. (i tu znów wracamy do konieczności napisania artykułu na tym blogu).

Widzisz, jak to koło się zamyka? Chcesz coś dostać, nie musisz płacić, ale musisz COŚ zrobić.

Musisz się w jakiś sposób zaangażować. Tylko i Aż tyle.
Udzielać się w grupie na FB, może wpaść na Burzę Mózgów na YouTube (w poniedziałki), napisać coś na bloga. W ten właśnie sposób wyłuskuje się z sieci ludzi, którzy Chcą. I to ich „chcenie” nie kończy się w momencie, gdy usłyszą „sorry Misiu, coś za coś, musisz coś wykonać, zrobić, przedsięwziąć”.

Widzę tu potencjał, możliwości i konkretne narzędzia.
Mimo rażącej moje oko nazwy „Akademia Milionerów” – czuję tutaj deal. Edukacyjny, rozwojowy i czysto finansowy.
A jeśli czuję gdzieś deal, to tam jestem.

Podsumowując: być może Tobie, tak jak i mnie, nazwa tej grupy nie przypada do gustu.
Ale to tylko nazwa. Najważniejsze jest to CO ona ma w środku, którego nie widzisz i CO sam sobie z tego możesz wyjąć. O ile chcesz i… nie tylko samo „chcesz”.

Od chcenia do robienia jest daleka droga :)